Ocena: 4.24/5 - Głosy: 12
Już trzeci dzień roznosi mnie.
Nie palę choć palić mi się chce.
Nie wiecie jak bym w płuco dał.
Bo kocham szał smolistych ciał, tych ciał, tych ciał.
Sto razy dziś obiegłem blok.
Latałem tak jak jakiś zbok.
Pogryzłem psa, kopnąłem prąd.
Wściekliznę mam sam nie wiem skąd.
Bo rzucenie nagłe fajek to nie żaden łatwy bzdet.
Człowiek chciałby puścić dymka
Niech to będzie nawet zwykły skręt.
Lub pet, lub pet (pachnący dymem pet)
Pet, ten pet (uczciwy stary pet)
Pet, ten pet (nieziemsko pyszny pet)
Gdybym wiedział, że mnie będzie tak ssać bym nie rzucał jego mać.
Ten pet...
Kosmiczny ma Niquitin zysk.
Od żucia gum boli mnie pysk.
Już sukces mam i o to szło.
Nie palę nic, no może jednego.
Podpalam bo kawusi smak
Do bani jest gdy fajek brak.
No a bania minus pet.
Jest jak bez jajek omlet .
Kawa, bania, skutek taki, że wypalam dziennie cztery paki.
Pet, ten pet (zabójczo pyszny pet)
Pet, ten pet (jest lepszy od kobiet)
Pet, ten pet (mam w dupie Nicorette).
I pamiętaj - fajki kradną Ci szmal.
Są Ci wrogiem więc je spal.
I'm dead