Ocena: 3.38/5 - Głosy: 122
ona w podartym lustrze blednie
on w ciemnym kącie chowa twarz
tyle ich dzieli co nic – a jednak
czasem tak bywa
jej wzrok gdzieś zgubił kadr wierności
czar świętych zaklęć prysł
choć palce mdleją od srebra i złota
czasem tak bywa
a on się gubi co jest co było
maska wyrzutów kryje twarz
w farsę zamienił się piękny poemat
czasem tak bywa
i nagle pęka coś – chyba z winy
z sumień opada grzeszny pył
i budzą ze snu –na chwile
wtedy się modlą o cud współistnienia
ona wysłucha go a on ją
raz ona milknie ze skruchy raz on
wtedy podzielą ten cud współistnienia
i potem już są
ona dla niego
on dla niej
cóż… czasem tak bywa
inna na piętrze stoi w oknie
w roli zdradzonej - istny cud
tyle ją dzieli od drzwi co nic
a jednak
czasem tak bywa
w progu rekwizyt jak z romansu
walizka wspomnień kilka zdjęć
a oko judasza to bliżej to dalej
czasem tak bywa
ten znów nic nie wie bo skąd ma wiedzieć
jeszcze go dzielą i grzechy i drzwi
jeszcze przez moment jest twierdzą z kamienia
jeszcze przez moment
i nagle pęka coś
w jednej chwili łamią granice grzechów i drzwi
i wierzą w siebie choćby przez chwile
taka jest miłość
wtedy się modlą o cud współistnienia
ona wysłucha go a on ją
raz ona milknie ze skruchy raz on
wtedy podzielą ten cud współistnienia
i potem już są
ona dla niego
on dla niej
cóż… czasem tak bywa
taka jest miłość