możesz kazać mi
a zaraz przerodzę się w kamień stateczny cichy
albo brnąć w klucze –
niewypowiedziane słowa bez przyczyny
w milczeniu ukrywać wyrzuty
złudzeniem być opętaniem
albo zatracić się w setki skojarzeń
tak jak tylko ty potrafisz
możesz stać się obłędem moim
wspomnieniem choćby ulotnym
zawieszonym na gwoździu portretem
choćby tylko umownym
listem nazbyt krótkim
uwięzionym w zaklejonej kopercie
wyrytym w spróchniałej pamięci
niczym epitafium w granicie
tylko mnie nie dziel na wczoraj dzisiaj na potem
tylko mi nie mów że marzyć nie mogę
bo to byłby koniec
możesz tkać pajęczynę wspomnień
które kiedyś sam ukryłem
w pomarszczonej toni kartki wierszem zapisanej
wers za wersem
możesz stać się pretekstem do szukania echa
w prawie pełnej butelce
albo być cienką linią przeczuć na palcu
jak pierścień
przecież już czytam od dawna z tej linii
w sentymentach się topie
Chociaż nie błąd
stop
nie w sentymentach
w tobie
przecież już tkam nicią cienką
własną pajęczynę zdarzeń
tylko po co jak echo powtarzasz pytanie
po co marze?
A ty mnie nie dziel…