Ocena: 4.75/5 - Głosy: 68
W naszym szarym mieście od wczesnego rana
Drzewa się wspierają na kolumnach z mgły
Ziemia dyszy ciężko już jej barwne włosy
Zdusił i przysypał siwy jakiś pył
Świt przypina zręcznie ostrą igłą szronu
Do grudy przymarzłej lekki śniegu puch
Chmury byle jakie fastrygują ptaki
Blade światło sieje listopada duch
A my po śniadaniu po kubeczku kawy
Wychodzimy z domu prosto w miejski gwar
Z kubkiem ciepła w sercu dzień przewędrujemy
Pijąc resztkę światła jak najlepszy dar
Tuż tuż przed północą zawinięci w koce
Zagrzejemy myśli na następny dzień
Jutro urodziny naszej małej córki
Wymodlimy dla niej najpiękniejszy sen