Nienawidzę - Unikat
Nienawidzę Twoich ust, nienawidzę Twego ruchu.
Twojego gustu, włosów w moim uchu.
Nienawidzę tej muzyki, w której śpiewasz sobie o mnie.
Myślisz sobie, że jesteś lepszy music maker na kompie.
Nienawidzę tych nut, nienawidzę tego dźwięku.
Bo to nie pozwala mi żyć w moim młodym wieku.
Nie biorę leków, nie biorę sprzętów.
Biorę powietrze do siebie, które wydaje na mike’u.
Nienawidzę pisać tych słów bez pierdolnięcia procentów.
Najlepiej zjeść je, zwiększa tempo bitów.
Szesnaście wersów z przekłamanych słów.
Z argumentów płynie winność z tego pasu.
Nienawidzę wyprowadzać swojego głosu
w pustą przestrzeń, która nie znosi hałasu.
Jak ulica brudasów to moja przestrzeń, a najbardziej nienawidzę…
Nienawidzę… Unoszę skrzypce, na linijce
Na kartce tej czystej, kieliszek czystej
I piszę wersy, których nienawidzę, bo mnie to pomału męczy [x2]
Nienawidzę nienawidzić ludzi, których nienawidzę
Tych których na co dzień widzę, lecz których nie mogę widzieć.
Chciałbym zapomnieć o moich tekstach.
Chciałbym kiedyś sam samego siebie już nie znać.
Nienawidzę muzyki, bo to właśnie ona jest winna.
Temu, że nie mogę się do moich błędów przyznać.
Ciebie nie chcę znać, a siebie nie chcę słyszeć.
Nienawidzę, gdy wspominasz mi o mojej rubryce
Nienawidzę mojej szkoły, nienawidzę tych ludzi.
Już lepiej pierwszy lepszy debil
Z ulicy mnie uczy, życie się kruszy.
A ja go nienawidzę, nie słyszę, nie myślę o tym, co ciągle krzywdzę.
Świeczka płonie, a ja w myślach tonę, pomysłów tone.
Nie wiem czy już się wyrobię.
Nie wiem czy dotrę do celu jak orzeł.
Nienawidzę tego, co złe, nienawidzę tego, co dobre.
Nienawidzę…
Nienawidzę… Bo może skrzywdzę
Na linijce, na kartce tej czystej, kieliszek czystej.
I piszę wersy, których nienawidzę, bo mnie to pomału męczy. [x2]
Nienawidzę mrocznych dni, nienawidzę tego słońca.
Kocham swoją żonę i będę z nią do końca.
Obrońca wszystkich martwych poetów
Którzy napisali tysiąc wierszy w piętnastym wieku.
Podobnie jak ja – samotny poeta.
To już nie ważne, bo na końcu ktoś na mnie czeka.
Błędów rzeka. Mostu nie ma.
Przejść musisz, lecz później nie trafisz już do nieba.
Nienawidzę czekać na odpowiedzi.
Nienawidzę pisać wierszy, brak zwykłej chęci.
Wszyscy święci chleją dzisiaj w niebie.
Ja jestem inny, Justynko, chcę do Ciebie.
Nienawidzę tego, że życie jest takie krótkie.
Wersy krótkie, a słowa są za cichutkie.
Nienawidzę kończyć tekstu bez zdmuchnięcia świeczki.
Idę, bo ten gul na moim sercu jest dla mnie za ciężki.
Nienawidzę …
Nienawidzę… Bo może skrzywdzę
Na linijce, na kartce tej czystej, kieliszek czystej.
I piszę wersy, których nienawidzę, bo mnie to pomału męczy. [x2]